Obóz franciszkański

Na obozie było 19 dzieci oraz o. Masseo, pani Mariola i pani Donata. Obóz był w dzień św. Klary ,dzień w którym obchodziła swoje imieniny .

Naszą przygodę rozpoczęliśmy o godzinie 17:00 . Wspólnie robiliśmy maski , następnie był słodki poczęstunek, po którym o. Masseo oznajmił , że wyruszamy na podchody. Podzieliliśmy się na grupy. Jedna grupa szła z o. Masseo, a druga z jednym z braci postulantów. Na początku mieliśmy za zadanie wymyślić wierszyk o św. Klarze . Potem zerwać bukiet polnych kwiatów z łąk i pól. Następnie zebrać autografy od spotkanych osób , a na samym końcu każdy miał przynieść ze sobą po małym kamyczku. Kiedy wróciliśmy z podchodów czekały na nas kiełbaski. Na początku pomodliliśmy się i zjedliśmy kolację. Po kolacji usiedliśmy przy ognisku i zaczęliśmy śpiewać . Następnie ogłoszone zostały wyniki w podchodach, niestety grupa o. Masseo przegrała 1 punktem ,a nasza wygrała. Ale to i tak nie miało znaczenia, ponieważ cały obóz dostał po batoniku. Potem opiekunowie powiedzieli, że mamy iść spać, ale tylko na chwilkę, bo o godzinie 01:00 w nocy będzie pobudka. Nadeszła godzina 01:00 wszyscy wstali, niektórych trzeba było długo budzić. Panie rozdały nam wszystkim pochodnie i wyruszyliśmy na miasto by szukać św. Klary. Gdy wróciliśmy jeden z obozowiczów przeczytał nam gdzie mamy dalej szukać św Klary. Więc wyruszyliśmy, a tym miejscem było Porcjunkula. Nasze namioty były rozłożone wokół zrobionej z dużego namiotu kapliczki tzw. Porcjunkuli – cały nasz obóz przypominał w jaki sposób mieszkali pierwsi bracia franciszkanie w Asyżu. I tam spotkaliśmy św. Klarę, której przebrani za franciszkanów chłopacy ścięli zrobione z materiału włosy. Następnie wszyscy poszli spać .Rano wstaliśmy o godzinie 7:30 i udaliśmy się na Mszę Świętą. Po Mszy było śniadanko. Potem wszyscy poskładaliśmy namioty i posprzątaliśmy po jedzeniu. Zapomniałam jeszcze o jednym uczestniku obozu-FRANUSIU. Franuś też z nami nocował, spał z ojcem Masseo i podobno mocno chrapał. O. Masseo mówił ,że tak Franusiowi się podobało spanie w namiocie, że aż skakał z radości. Nadeszła godzina 10:30 i musieliśmy już iść do domów. Bardzo miło wspominam obóz franciszkański i myślę , że jeszcze się powtórzy. Dziękuję wszystkim opiekunom wraz z o. Masseo na czele za tak mile spędzony czas. Dominika Stróżyk